Anonim z Rzeszowa
W ferie pojechałem z tatą i mamą w góry. Wzięliśmy namiot,
termosy itp. Po jakimś czasie znaleźliśmy miejsce na rozłożenie namiotu.
Wieczorem gdy już wszystko było gotowe mama postanowiła rozpalić ognisko i
przygotować coś do jedzenia. Idźcie po patyki- powiedziała. Rozdzieliłem się z
tatą, a że miałem 17 lat to nie bał się o mnie. Jakby coś się działo to krzycz-
ostrzegł mnie tata. Wszedłem w wąski lasek brzóz. Zbierałem patyki i trzymałem
je pod pachą. Poczułem chłód chociaż byłem ubrany bardzo grubo. Ja wierzyłem w
demony dlatego od razu skamieniałem kiedy przypomniało mi się, że obecność
demona świadczy o tym, że jest zimno. Chciałem już krzyczeć ale się
powstrzymałem. Wyjąłem fajkę, zapaliłem ją i dmuchnąłem za sobą. Dym się
zatrzymał i osadził na twarzy o szerokich oczach i otwartej buzi. To było coś,
co bardzo cierpiało. Wrzasnąłem ale nikt nie odpowiedział. Uciekałem przed
siebie, nawet nie wiedziałem czy to coś mnie śledzi. Rodzice mnie szukali ale w
końcu dobiegłem do obozu. Skłamałem im, że jakiś gościu z nożem mnie gonił,
żebyśmy stąd wyjechali. Spakowaliśmy wszystko i wróciliśmy. Następnego dnia w
wiadomościach mówili, że w miejscu w, którym byliśmy odnotowali morderstwo z
nie wiadomych przyczyn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz